Część 13. (Nie, nie będzie ona pechowa c;)
-Co tak stoisz?! - pisnęłam i dalej się wyrywałam.
-Eee.. - Sophie popatrzała na mnie swoimi ciemnymi, końskimi oczami - I-i-ice..
-Co?! - sylwetka konia zdawała się oddalać, mimo, że szliśmy wzdłuż drewnianego płotu od pastwiska.
Nagle koń się jakby ocknął. Pocwałowała do mężczyzny, który mnie niósł.
-Nic się nie bój! To Mateusz, ma 16 lat. Jestem jego, wiesz.. On na mnie jeździ. Nie zrobi Ci krzywdy.
W tym samym momencie skończył się płot więc pastwisko również. Już nie piszczałam. Odprowadziłam Sophie smutnymi oczami. Nagle moją uwagę zwróciły piski, szczeki, miałki, rżenia, stukot kopyt i inne niezidentyfikowane dźwięki. Przy tym głos kobiety.
-Łydka, łydka, łydka! Nie pozwalaj mu zwalniać! Przyłóż łydkę do boku i ściśnij! Mocniej! Tak, dobrze!
Nie byłam pewna co oznaczają te krzyki. Rozejrzałam się wokoło siebie i zobaczyłam wiele koni, tak wiele, wszystkie w stajniach i na łąkach. Patrzyłam ze szeroko otwartymi oczami. Zobaczyłam też wielką ujeżdżalnię na dworze, gdzie jeździł jeden chłopak na kucyku, sam, galopował. Zauważyłam też ogromną halę. Chłopak wniósł mnie do środka. Zobaczyłam pędzące dookoła konie i rozstawione przeszkody. Konie i ludzie na nich skakali przez wysokie drągi. Na środku stała kobieta. Wszyscy siedzieli na koniach, oprócz niej. Myślałam, gdzie wyparował jej wierzchowiec.
-Mamo, znalazłem psa! - odezwał się wreszcie chłopak.
-Co? A, dobra. Dziewczyny, przejdźcie do kłusa, i nie skaczcie. Pokaż. - podeszła i obejrzała mnie dokładnie - Rodowodowy border collie. Skąd ją masz? Może mieć coś około roku. Nie ma obroży..
-Znalazłem ją na przednim pastwisku, koło Sophie.
-Daj jej jeść, jakieś miski są w stajni.
-Którą karmę?
-Tą od Bursztyna. A teraz daj mi prowadzić lekcję. - kobieta odwróciła się na pięcie i klasnęła w dłonie - Dobrze, moje amazonki, teraz przejdźcie do galopu, ja Wam ustawię slalom.
Mateusz poszedł ze mną do tej stajni. widziałam tam kilka misek z wodą i z jedzeniem. Warował tam też jeden kundelek.
-Rubin, to nasz nowy pies. Daj jej w spokoju jeść. - postawił mnie na ziemi i nasypał mokrej karmy z puszki do miski z napisem "SPRYCIARZ" - Jak ją nazwiemy? - zastanawiał się głośno chłopak.
-Ej, co tam masz? - dziewczynka w wieku około 7 lat podeszła do mnie - O, pies?
-Znalazłem ją.
-Jak ją nazwiesz braciszku?
-Zastanawiam się.
-Może Różyczka?
-Co? Chyba spadłaś z konia na głowę bez kasku. Może Rebel?
-Co to znaczy?
-Buntownik.
-Nie!!!
-No to jak?
-Rurka.
-Hm.. Dobra.
... I tak właśnie stałam się Rurką.
-----------------------
Ahaha, napisałam, NAPISAŁAM!!!
Nareszcie! Podoba się po tak "długiej" przerwie? :))
Końcówka wakacji.. Jak nastroje przed szkołą? ;P
wtorek, 19 sierpnia 2014
niedziela, 10 sierpnia 2014
Przepraszam..
Ale nie mam teraz czasu na pisanie. Byłam teraz na 3 dni na wsi, jeżdżę co chwila do kogoś. Nie wiem, kiedy będę miała czas.
Przepraszam.
~Vic
Przepraszam.
~Vic
niedziela, 3 sierpnia 2014
Nadzieja umiera ostatania. 12
Część 12.
-Płomień! Płomyk! Co Ci jest?! Wstawaj! - krzyczałam ze łzami w oczach - Dalej przyjacielu! Wrócimy do schroniska! Oni Ci tam pomogą! Płomień! - teraz zdałam sobie sprawę, że mój przyjaciel nie żył - Dlaczego?! Płomyk, dlaczego byłam taka głupia i chciałam uciec?! Proszę, wstań! - oczywiście nie wstał.
Położyłam się koło jamnika i zaczęłam wyć. Długo i przeciągle. Aż zabrakło mi oddechu.
-Kochany przyjacielu.. Wybacz mi. Muszę uciekać. Proszę, wybacz mi to.. - pobiegłam ślepo przed siebie.
Wybiegłam z lasu. Nie wiedziałam co robić. Nic mi nie przychodziło do głowy. Aż nagle pomyślałam, że pójdę do koni! Przecież jest jeszcze szansa.. Przypomniałam sobie którędy koty mnie przyprowadziły. Przebiegłam przez park. Nie byłam pewna w którą teraz stronę, więc biegłam prosto. Wokół mnie rosły przepiękne kwiaty, drzewa się piętrzyły i kwitniały - było widać, że lato nadchodzi. Biegłam i biegłam. Wreszcie zobaczyłam teren szkółki jeździeckiej i Sophie na dworze!
-O, Ice, co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona klacz, kiedy ostatnimi siłami dotarłam do płotu.
-Przybiegłam, bo byłam w schronisku, uciekłam, ale mój przyjaciel zmarł.
-Och, tak mi przykro. Tato! Ice przyszła! - popatrzałam i w oddali rzeczywiście zauważyłam Shadow'a.
-Ice?! Przecież koty miały cię zaprowadzić do schroniska! - nie mogłam uwierzyć. Shadow o tym wiedział!
-Co?! To pan o tym wiedział?!
-No.. Znaczy..
-Jak mogliście mi nie powiedzieć?!
-Koty zawsze zaprowadzają psy do schroniska. Kalafior i Pasztet! Cześć! - odwróciłam się, i zobaczyłam kocury z innym psem.
-Ej, ty Kalafior, to nie jest Ice? - szepnął do białego kota.
-No, rzeczywiście. - popatrzał ze zdziwieniem na mnie - Ej, a ona nie miała być w schronisku?
Tyle ich słyszałam. Podniósł mnie jakiś człowiek.
-O nie, znowu? - popatrzałam z lamentem na Sophie - Pomóż mi!
__________
Mam regularność.
Dni robocze = 2 posty dziennie
Sobota = 1 post
Niedziela = 1 post lub brak
To tylko na wakacje :P
-Płomień! Płomyk! Co Ci jest?! Wstawaj! - krzyczałam ze łzami w oczach - Dalej przyjacielu! Wrócimy do schroniska! Oni Ci tam pomogą! Płomień! - teraz zdałam sobie sprawę, że mój przyjaciel nie żył - Dlaczego?! Płomyk, dlaczego byłam taka głupia i chciałam uciec?! Proszę, wstań! - oczywiście nie wstał.
Położyłam się koło jamnika i zaczęłam wyć. Długo i przeciągle. Aż zabrakło mi oddechu.
-Kochany przyjacielu.. Wybacz mi. Muszę uciekać. Proszę, wybacz mi to.. - pobiegłam ślepo przed siebie.
Wybiegłam z lasu. Nie wiedziałam co robić. Nic mi nie przychodziło do głowy. Aż nagle pomyślałam, że pójdę do koni! Przecież jest jeszcze szansa.. Przypomniałam sobie którędy koty mnie przyprowadziły. Przebiegłam przez park. Nie byłam pewna w którą teraz stronę, więc biegłam prosto. Wokół mnie rosły przepiękne kwiaty, drzewa się piętrzyły i kwitniały - było widać, że lato nadchodzi. Biegłam i biegłam. Wreszcie zobaczyłam teren szkółki jeździeckiej i Sophie na dworze!
-O, Ice, co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona klacz, kiedy ostatnimi siłami dotarłam do płotu.
-Przybiegłam, bo byłam w schronisku, uciekłam, ale mój przyjaciel zmarł.
-Och, tak mi przykro. Tato! Ice przyszła! - popatrzałam i w oddali rzeczywiście zauważyłam Shadow'a.
-Ice?! Przecież koty miały cię zaprowadzić do schroniska! - nie mogłam uwierzyć. Shadow o tym wiedział!
-Co?! To pan o tym wiedział?!
-No.. Znaczy..
-Jak mogliście mi nie powiedzieć?!
-Koty zawsze zaprowadzają psy do schroniska. Kalafior i Pasztet! Cześć! - odwróciłam się, i zobaczyłam kocury z innym psem.
-Ej, ty Kalafior, to nie jest Ice? - szepnął do białego kota.
-No, rzeczywiście. - popatrzał ze zdziwieniem na mnie - Ej, a ona nie miała być w schronisku?
Tyle ich słyszałam. Podniósł mnie jakiś człowiek.
-O nie, znowu? - popatrzałam z lamentem na Sophie - Pomóż mi!
__________
Mam regularność.
Dni robocze = 2 posty dziennie
Sobota = 1 post
Niedziela = 1 post lub brak
To tylko na wakacje :P
sobota, 2 sierpnia 2014
Nadzieja umiera ostatnia. 11
Część 11.
Zanim się obejrzałam miałam już 11 miesięcy. Robiłam złe wrażenie na ludziach, tylko żeby zostać przy Płomieniu. Stary jamnik z dnia na dzień tracił siły. Kiedyś, kiedy kończył jakąś historię na końcu dodał: "Moim ostatnim życzeniem jest, żeby być znów wolnym. Wiem, nie spełnisz tego, Ice, ale tylko tego pragnę.". Wydaje mi się, że jednak uda mi się to spełnić.
-Płomyk, ty dalej chcesz być wolny? - zapytałam któregoś dnia.
-Tak, to moje marzenie.
-Mam więc pomysł. Potrafię otworzyć tą klatkę. Wymkniemy się w nocy i uciekniemy do lasu.
-Chcesz tego? Nie chcesz znaleźć kochającej rodziny? - był niepewny.
-Tak, chcę.
-Skoro tak, to wymkniemy się tej nocy.
Ucieszyłam się. Chciałam już dawno uciec, ale sama się bałam. Teraz miałam przy sobie Płomyka i czułam się wspaniale.
-Ice.. Wstawaj. - obudził mnie towarzysz.
-Już noc?
-Tak. Uciekajmy.
Otworzyłam szybko i cicho klatkę. Wybiegliśmy przez bramę. Byliśmy wolni!
-Nie spodziewałam się, że będzie tak łatwo.
-Mylisz się. Będą Nas szukać. I jeszcze przecież porankiem ludzie wychodzą na dwór z psami.
-No tak.. Więc nie traćmy czasu! Uciekajmy! - zaczęłam biec.
-Ice, zwolnij! Nie jestem młody! - speszyłam się i wróciłam do niego -Widzisz tam w oddali las?
-Tak, widzę. - popatrzałam przed siebie - Tutaj będziemy mieszkać?
-Tak myślę.. - uśmiechnął się do mnie.
Przyśpieszyliśmy. Za jakieś 10 minut byliśmy już w lesie.
-Leć po jakiś mech. Ja przyniosę coś na śniadanie. Za 10 minut spotkamy się tu.
-Dobrze. - pobiegłam i znalazłam masę liści i mechu. Wzięłam to i wróciłam do jamnika.
-O, jesteś. - Płomień dyszał ciężko.
-Nic Ci nie jest? - zaniepokoiłam się.
-Nie.. Nic.. - a mój towarzysz leżał. Miałam wrażenie, że nie oddycha.
________
Opóźnienie = moja pustka w głowie.
Zanim się obejrzałam miałam już 11 miesięcy. Robiłam złe wrażenie na ludziach, tylko żeby zostać przy Płomieniu. Stary jamnik z dnia na dzień tracił siły. Kiedyś, kiedy kończył jakąś historię na końcu dodał: "Moim ostatnim życzeniem jest, żeby być znów wolnym. Wiem, nie spełnisz tego, Ice, ale tylko tego pragnę.". Wydaje mi się, że jednak uda mi się to spełnić.
-Płomyk, ty dalej chcesz być wolny? - zapytałam któregoś dnia.
-Tak, to moje marzenie.
-Mam więc pomysł. Potrafię otworzyć tą klatkę. Wymkniemy się w nocy i uciekniemy do lasu.
-Chcesz tego? Nie chcesz znaleźć kochającej rodziny? - był niepewny.
-Tak, chcę.
-Skoro tak, to wymkniemy się tej nocy.
Ucieszyłam się. Chciałam już dawno uciec, ale sama się bałam. Teraz miałam przy sobie Płomyka i czułam się wspaniale.
-Ice.. Wstawaj. - obudził mnie towarzysz.
-Już noc?
-Tak. Uciekajmy.
Otworzyłam szybko i cicho klatkę. Wybiegliśmy przez bramę. Byliśmy wolni!
-Nie spodziewałam się, że będzie tak łatwo.
-Mylisz się. Będą Nas szukać. I jeszcze przecież porankiem ludzie wychodzą na dwór z psami.
-No tak.. Więc nie traćmy czasu! Uciekajmy! - zaczęłam biec.
-Ice, zwolnij! Nie jestem młody! - speszyłam się i wróciłam do niego -Widzisz tam w oddali las?
-Tak, widzę. - popatrzałam przed siebie - Tutaj będziemy mieszkać?
-Tak myślę.. - uśmiechnął się do mnie.
Przyśpieszyliśmy. Za jakieś 10 minut byliśmy już w lesie.
-Leć po jakiś mech. Ja przyniosę coś na śniadanie. Za 10 minut spotkamy się tu.
-Dobrze. - pobiegłam i znalazłam masę liści i mechu. Wzięłam to i wróciłam do jamnika.
-O, jesteś. - Płomień dyszał ciężko.
-Nic Ci nie jest? - zaniepokoiłam się.
-Nie.. Nic.. - a mój towarzysz leżał. Miałam wrażenie, że nie oddycha.
________
Opóźnienie = moja pustka w głowie.
czwartek, 31 lipca 2014
Nadzieja umiera ostatnia. 10
Część 10.
Dziewczyna położyła mnie na fioletowym kocyku. Tuż obok, na zielonej poduszce siedział ten Jamnik. Magda wyszła z klatki i zamknęła za sobą drzwi. Zostawiła nas samych. Odwróciłam spojrzenie ku podpalanemu (Czarny z rudym) jamnikowi.
-Cześć. - powiedział jamnik.
-Cześć.. - odparłam od niechcenia - Jak się nazywasz?
-Mam na imię Płomień, ale mów mi Płomyk. A ty?
-Ja jestem Ice'ed'souls. Ale zwracaj się do mnie Ice.
-Trafili z tym imieniem. Urocza, ale w głębi duszy samotna, oddzielona wielkim, mroźnym murem od rzeczywistości.
-Skąd to wiesz? - zdziwiłam się - Przecież my się nawet nie znamy..
-Skoro się nie znamy to może się poznajmy? - zaproponował.
-Chciałabym znać twoją historię.
-Naprawdę? Jest długa i nie brak w niej monotonności.
-Tak. Proszę.
-A opowiesz mi później swoją?
-No dobrze. - Płomyk wyglądał w sumie na starego. Ale z chęcią poznam jego historię.
-Miałem dokładnie 6-cioro rodzeństwa. Właściciele źle nas traktowali. Mieszkaliśmy w brudnej, pustej i zagrzybionej piwnicy. Nie mogliśmy szczekać. Za szczekanie najczęściej ta kobieta Brała nas na smycz i przywiązywała do takiej rury w piwnicy. Nie dawała nam jeść. Za kolejne szczeknięcia ściskała obrożę. Nie obchodziło ją, że to nas dusi. Siedzieliśmy cicho. Kobieta ta Nas głodziła. Nasza matka zmarła, bo zjadła trutkę dla szczurów. W końcu jeden z Nas zauważył otwarte okno. Wspięliśmy się na dość wysoki, niebieski rower i wyskoczyliśmy. Później zaczęliśmy się rozchodzić, każdy w swoją stronę. Niestety nasza właścicielka wybiegła w porę, aby złapać mojego brata. Usłyszałem tylko "Uciekaj! Uciekaj Płomień!". Zrobiłem to, co kazał mi mój brat. Trafiłem do domu starszego pana. Dobrze nam się żyło. Ten pan dobrze mnie traktował. Niestety, zachorował na raka i zmarł. Jego żona mnie nie chciała, więc zostawiła mnie w schronisku. Jestem tu od roku.
-Dużo przeżyłeś. - łza zakręciła mi się w oku.
-No, a teraz czekam na twoją historię.
-W skrócie. Miałam trójkę rodzeństwa plus starszą siostrę.Wzięła mnie jakaś kobieta. Uciekłam. Spotkałam dwa koty. Paszteta i Kalafiora. Oni mnie tu zaprowadzili. I jestem.
-Znam Paszteta i Kalafiora. Oni wszystkie psy odprowadzają tu, do schroniska. - jamnik się roześmiał - Ktoś cię wkrótce adoptuje. - powiedział z powagą.
Ale w głębi duszy wiedziałam, że chcę zostać tu z Płomieniem. Później pies snuł wiele opowieści z jego młodości i nie tylko. Miło się tego słuchało.
___________
Następna część wieczorem ;3
Idę dzisiaj do kuzynki, stąd to opóźnienie. Przepraszam.
Dziewczyna położyła mnie na fioletowym kocyku. Tuż obok, na zielonej poduszce siedział ten Jamnik. Magda wyszła z klatki i zamknęła za sobą drzwi. Zostawiła nas samych. Odwróciłam spojrzenie ku podpalanemu (Czarny z rudym) jamnikowi.
-Cześć. - powiedział jamnik.
-Cześć.. - odparłam od niechcenia - Jak się nazywasz?
-Mam na imię Płomień, ale mów mi Płomyk. A ty?
-Ja jestem Ice'ed'souls. Ale zwracaj się do mnie Ice.
-Trafili z tym imieniem. Urocza, ale w głębi duszy samotna, oddzielona wielkim, mroźnym murem od rzeczywistości.
-Skąd to wiesz? - zdziwiłam się - Przecież my się nawet nie znamy..
-Skoro się nie znamy to może się poznajmy? - zaproponował.
-Chciałabym znać twoją historię.
-Naprawdę? Jest długa i nie brak w niej monotonności.
-Tak. Proszę.
-A opowiesz mi później swoją?
-No dobrze. - Płomyk wyglądał w sumie na starego. Ale z chęcią poznam jego historię.
-Miałem dokładnie 6-cioro rodzeństwa. Właściciele źle nas traktowali. Mieszkaliśmy w brudnej, pustej i zagrzybionej piwnicy. Nie mogliśmy szczekać. Za szczekanie najczęściej ta kobieta Brała nas na smycz i przywiązywała do takiej rury w piwnicy. Nie dawała nam jeść. Za kolejne szczeknięcia ściskała obrożę. Nie obchodziło ją, że to nas dusi. Siedzieliśmy cicho. Kobieta ta Nas głodziła. Nasza matka zmarła, bo zjadła trutkę dla szczurów. W końcu jeden z Nas zauważył otwarte okno. Wspięliśmy się na dość wysoki, niebieski rower i wyskoczyliśmy. Później zaczęliśmy się rozchodzić, każdy w swoją stronę. Niestety nasza właścicielka wybiegła w porę, aby złapać mojego brata. Usłyszałem tylko "Uciekaj! Uciekaj Płomień!". Zrobiłem to, co kazał mi mój brat. Trafiłem do domu starszego pana. Dobrze nam się żyło. Ten pan dobrze mnie traktował. Niestety, zachorował na raka i zmarł. Jego żona mnie nie chciała, więc zostawiła mnie w schronisku. Jestem tu od roku.
-Dużo przeżyłeś. - łza zakręciła mi się w oku.
-No, a teraz czekam na twoją historię.
-W skrócie. Miałam trójkę rodzeństwa plus starszą siostrę.Wzięła mnie jakaś kobieta. Uciekłam. Spotkałam dwa koty. Paszteta i Kalafiora. Oni mnie tu zaprowadzili. I jestem.
-Znam Paszteta i Kalafiora. Oni wszystkie psy odprowadzają tu, do schroniska. - jamnik się roześmiał - Ktoś cię wkrótce adoptuje. - powiedział z powagą.
Ale w głębi duszy wiedziałam, że chcę zostać tu z Płomieniem. Później pies snuł wiele opowieści z jego młodości i nie tylko. Miło się tego słuchało.
___________
Następna część wieczorem ;3
Idę dzisiaj do kuzynki, stąd to opóźnienie. Przepraszam.
Nadzieja umiera ostatnia. 9
Część 9.
Jasnowłosa kobieta podała mnie tej całej Weronice. Niosły mnie w kierunku ogromnego budynku.
-Cześć Dorota! Mamy nowego psa.
-Zrobiłyście już jej profil? - brunetka o kręconych włosach wydawała się niespokojna.
-Nie. Magda, przynieś mi tu teczkę.
-Zaraz będę. - Powiedziała jasnowłosa kobieta imieniem Magda.
Po chwili wpadła cała zdyszana do gabinetu. Dała Weronice teczkę.
-Imię. Ice'ed'souls. Rasa.. - spojrzała na Dorotę - Border Collie?
-Tak. - uśmiechnęła się do Weroniki.
-Maść. Black Tricoulor. Wiek po przybyciu..
-Około 3-4 miesiące.
-Dobrze. Do jakiej kategorii?
-Cała się trzęsie. Daj ją do kategorii "Średnie". Musiała dużo przejść z człowiekiem.
Zastanawiałam się, o czym one mówią. Byłam też głodna i chciało mi się pić.
-Nic jej nie jest. - powiedziała.
-O nie.. - westchnęła zaniepokojona Weronika.
-Co? - spytała Magda i Dorota jednocześnie.
-Nie mamy wolnych miejsc w klatkach!
-No to co zrobimy?
-Możemy ją dać do klatki Płomyka. To przecież rozważny pies.
-No dobrze. Zanieś ją tam i obserwuj. - Dorota wydawała się niepewna.
-Chodź malutka! Poznasz Płomienia. - Magda powiedziała do mnie.
Kiedy tak mnie niosła na rękach byłam otoczona klatkami. Niektóre psy leżały i się bały. Inne skakały na kraty próbując pogryźć Magdę.
-To tu! - powiedziała.
W tym momencie czułam się zmieszana. Miałam mieszkać w jednej klatce z.. Jamnikiem!
_________
Och, tak dużo dialogów napisałam :P
Jak ludzie rozmawiają to jest dużo dialogów. xD
Jasnowłosa kobieta podała mnie tej całej Weronice. Niosły mnie w kierunku ogromnego budynku.
-Cześć Dorota! Mamy nowego psa.
-Zrobiłyście już jej profil? - brunetka o kręconych włosach wydawała się niespokojna.
-Nie. Magda, przynieś mi tu teczkę.
-Zaraz będę. - Powiedziała jasnowłosa kobieta imieniem Magda.
Po chwili wpadła cała zdyszana do gabinetu. Dała Weronice teczkę.
-Imię. Ice'ed'souls. Rasa.. - spojrzała na Dorotę - Border Collie?
-Tak. - uśmiechnęła się do Weroniki.
-Maść. Black Tricoulor. Wiek po przybyciu..
-Około 3-4 miesiące.
-Dobrze. Do jakiej kategorii?
-Cała się trzęsie. Daj ją do kategorii "Średnie". Musiała dużo przejść z człowiekiem.
Zastanawiałam się, o czym one mówią. Byłam też głodna i chciało mi się pić.
-Nic jej nie jest. - powiedziała.
-O nie.. - westchnęła zaniepokojona Weronika.
-Co? - spytała Magda i Dorota jednocześnie.
-Nie mamy wolnych miejsc w klatkach!
-No to co zrobimy?
-Możemy ją dać do klatki Płomyka. To przecież rozważny pies.
-No dobrze. Zanieś ją tam i obserwuj. - Dorota wydawała się niepewna.
-Chodź malutka! Poznasz Płomienia. - Magda powiedziała do mnie.
Kiedy tak mnie niosła na rękach byłam otoczona klatkami. Niektóre psy leżały i się bały. Inne skakały na kraty próbując pogryźć Magdę.
-To tu! - powiedziała.
W tym momencie czułam się zmieszana. Miałam mieszkać w jednej klatce z.. Jamnikiem!
_________
Och, tak dużo dialogów napisałam :P
Jak ludzie rozmawiają to jest dużo dialogów. xD
Mam do Was kilka pytań :)
No więc dzisiaj takie odstępstwo.
Mam do Was - czytelników - kilka pytań.
Co mogę poprawić w moim sposobie pisania?
Co mogę poprawić w wyglądzie bloga?
Co mam opisywać bardziej szczegółowo?
Która z postaci Wam się podoba najbardziej? ;P
(A postaci będzie więcej!)
Co ile i w jakich ilościach chcecie, bym dodawała nowe części?
I najważniejsze:
Czy podoba Wam się blog?
Dziękuję, że czytacie mojego bloga!
Victorie :)
Mam do Was - czytelników - kilka pytań.
Co mogę poprawić w moim sposobie pisania?
Co mogę poprawić w wyglądzie bloga?
Co mam opisywać bardziej szczegółowo?
Która z postaci Wam się podoba najbardziej? ;P
(A postaci będzie więcej!)
Co ile i w jakich ilościach chcecie, bym dodawała nowe części?
I najważniejsze:
Czy podoba Wam się blog?
Dziękuję, że czytacie mojego bloga!
Victorie :)
Nadzieja umiera ostatnia. 8
Część 8.
Szliśmy wokół wysokiego, pomalowanego na biało muru. Biały kocur szedł na równi ze mną, a Pasztet prowadził. Kalafior wyglądał na zmartwionego.
-Co się stało? - zapytałam kocura.
-Nic.. - powiedział nadal przygnębiony kot - A co się miało stać?
-Wyglądasz na przygnębionego. - popatrzyłam z troską na kota.
-On taki jest! - usłyszałam wołanie Paszteta gdzieś z przodu - Ja się już przyzwyczaiłam.
Ale ja wiedziałam, że Kalafior jest inny. Przecież jak się spotkaliśmy, to sprawiał wrażenie szczęśliwego. Doszliśmy do jakiejś furtki. Była wysoka, pomalowana na czarno z wystającymi szpicami. Obok furtki znajdował się mały pomalowany na biało budynek w którym siedzieli ludzie.
-Ice. Poczekasz tu chwilę? Musimy iść coś załatwić. - Powiedział Kalafior. - Zaraz przyjdziemy.
-Dobrze. - to miejsce wzbudzało we mnie niepokój - Tylko się pośpieszcie!
Koty pobiegły. Wydawało się, jakby uciekały.. Ale ja im wierzyłam. Zza furtki słyszałam przeraźliwie głośne szczekanie. Psy wydawały się mówić "Zabierzcie mnie stąd! Ja nie chcę tu być!". Nie chciałam tu być, ale koty już zniknęły gdzieś za żywopłotem. Nie chciałam się zgubić. Wtem z małego budynku wyszła jasnowłosa dziewczyna o niebieskich oczach z przyjaznym uśmiechem. Zanim zdążyłam się zorientować, co się stało dziewczyna niosła mnie już na rękach. Skomliłam, szczekałam i wyrywałam się. Wtem przed bramą pojawiły się koty.
-Przepraszam Ice. Musieliśmy tak postąpić. - powiedział Kalafior, a ja zrozumiałam. Koty mnie tu zostawiły specjalnie...
Kobieta zaniosła mnie do tego malutkiego budynku w którym przy starym biurku siedziała inna kobieta. Była szatynką. Miała brązowe oczy. Zaczęłam się zastanawiać co teraz ze mną będzie. Ale z zadumy wyrwał mnie głos jasnowłosej kobiety.
-Weronika! Mamy nowego psa.
-Skąd ty ją wytrzasnęłaś? - spytała zdziwiona szatynka. - O! Ma obrożę! Sprawdź.
-Hm.. - zamyśliła się kobieta ściągając z mojej szyi obrożę - Ma na imię Ice'ed'souls. Nie ma nic o właścicielu. - zadrżałam kiedy kobieta powiedziała "właściciel". Nie chcę wracać do Zuzi i jej rodziców!
-To będzie musiała zostać u nas. - spojrzała na mnie ciepło - dużo przeżyłaś, co mała? Jest cała podrapana. Mogła spać pod krzakami.. Zanieśmy ją do Doroty. - spojrzałam na nią zmieszana - To weterynarz. Nie martw się. Ktoś cię wkrótce zaadoptuje.
____________
Zgodnie z propozycjami MissDaisyBlack. Myślę, że ta część choć trochę jest lepsza ;)
Następna część jeszcze dzisiaj.
Szliśmy wokół wysokiego, pomalowanego na biało muru. Biały kocur szedł na równi ze mną, a Pasztet prowadził. Kalafior wyglądał na zmartwionego.
-Co się stało? - zapytałam kocura.
-Nic.. - powiedział nadal przygnębiony kot - A co się miało stać?
-Wyglądasz na przygnębionego. - popatrzyłam z troską na kota.
-On taki jest! - usłyszałam wołanie Paszteta gdzieś z przodu - Ja się już przyzwyczaiłam.
Ale ja wiedziałam, że Kalafior jest inny. Przecież jak się spotkaliśmy, to sprawiał wrażenie szczęśliwego. Doszliśmy do jakiejś furtki. Była wysoka, pomalowana na czarno z wystającymi szpicami. Obok furtki znajdował się mały pomalowany na biało budynek w którym siedzieli ludzie.
-Ice. Poczekasz tu chwilę? Musimy iść coś załatwić. - Powiedział Kalafior. - Zaraz przyjdziemy.
-Dobrze. - to miejsce wzbudzało we mnie niepokój - Tylko się pośpieszcie!
Koty pobiegły. Wydawało się, jakby uciekały.. Ale ja im wierzyłam. Zza furtki słyszałam przeraźliwie głośne szczekanie. Psy wydawały się mówić "Zabierzcie mnie stąd! Ja nie chcę tu być!". Nie chciałam tu być, ale koty już zniknęły gdzieś za żywopłotem. Nie chciałam się zgubić. Wtem z małego budynku wyszła jasnowłosa dziewczyna o niebieskich oczach z przyjaznym uśmiechem. Zanim zdążyłam się zorientować, co się stało dziewczyna niosła mnie już na rękach. Skomliłam, szczekałam i wyrywałam się. Wtem przed bramą pojawiły się koty.
-Przepraszam Ice. Musieliśmy tak postąpić. - powiedział Kalafior, a ja zrozumiałam. Koty mnie tu zostawiły specjalnie...
Kobieta zaniosła mnie do tego malutkiego budynku w którym przy starym biurku siedziała inna kobieta. Była szatynką. Miała brązowe oczy. Zaczęłam się zastanawiać co teraz ze mną będzie. Ale z zadumy wyrwał mnie głos jasnowłosej kobiety.
-Weronika! Mamy nowego psa.
-Skąd ty ją wytrzasnęłaś? - spytała zdziwiona szatynka. - O! Ma obrożę! Sprawdź.
-Hm.. - zamyśliła się kobieta ściągając z mojej szyi obrożę - Ma na imię Ice'ed'souls. Nie ma nic o właścicielu. - zadrżałam kiedy kobieta powiedziała "właściciel". Nie chcę wracać do Zuzi i jej rodziców!
-To będzie musiała zostać u nas. - spojrzała na mnie ciepło - dużo przeżyłaś, co mała? Jest cała podrapana. Mogła spać pod krzakami.. Zanieśmy ją do Doroty. - spojrzałam na nią zmieszana - To weterynarz. Nie martw się. Ktoś cię wkrótce zaadoptuje.
____________
Zgodnie z propozycjami MissDaisyBlack. Myślę, że ta część choć trochę jest lepsza ;)
Następna część jeszcze dzisiaj.
środa, 30 lipca 2014
Nadzieja umiera ostatnia. 7
Część 7.
-Tak, to tu.
Pobiegłam tam. Czekałam, aż koty dotruchtają. Roześmiałam się, kiedy Pasztet wystawił język dysząc.
-Zostaniemy tu na jedną noc. - podsumował Kalafior.
-Cooo? Dlaczego? - zasmuciłam się. Kryjówka była na skraju polanki, na której był strumyk. Było tam pięknie.
-Idziemy dalej. Jutro. Że przerwaliśmy wędrówkę, to jakiś cud. Idź jeść, pościelę Ci mchem i liśćmi.
Poszłam jeść. Byłam bardzo głodna.. A jagody były przepyszne! Po jedzeniu poszłam pod krzak, gdzie miałam posłanie.
-Dobranoc! - powiedział Kalafior.
-Dobranoc! - również powiedziałam do Kalafiora i Paszteta.
-Mhm. - Odparł Pasztet.
On taki jest.. Śniło mi się wtedy, że spotkałam całą moją rodzinę. Najbardziej tęsknię za Magmą.. Ale teraz mam Kalafiora i narzekającego Paszteta. Obudził mnie o 7.00 Pasztet.
-Ice, idziemy.
-Juuż? - zaskomlałam.
-Tak, juuż. - papugował mnie - jeszcze trzeba zjeść śniadanie.
Na słowo śniadanie wystrzeliłam jak rakieta i zaczęłam zżerać maliny.
-A.. Gdzie idziemy?
-Tajemnica. Do końca drogi zostało pół godzinki.
Szliśmy przez park, a ludzie na nas patrzeli i wskazywali palcami, więc przyśpieszyliśmy.
Doszliśmy do jakiegoś budynku. Pachniał sterylnie. Ciekawe, co to za miejsce..
-Tak, to tu.
Pobiegłam tam. Czekałam, aż koty dotruchtają. Roześmiałam się, kiedy Pasztet wystawił język dysząc.
-Zostaniemy tu na jedną noc. - podsumował Kalafior.
-Cooo? Dlaczego? - zasmuciłam się. Kryjówka była na skraju polanki, na której był strumyk. Było tam pięknie.
-Idziemy dalej. Jutro. Że przerwaliśmy wędrówkę, to jakiś cud. Idź jeść, pościelę Ci mchem i liśćmi.
Poszłam jeść. Byłam bardzo głodna.. A jagody były przepyszne! Po jedzeniu poszłam pod krzak, gdzie miałam posłanie.
-Dobranoc! - powiedział Kalafior.
-Dobranoc! - również powiedziałam do Kalafiora i Paszteta.
-Mhm. - Odparł Pasztet.
On taki jest.. Śniło mi się wtedy, że spotkałam całą moją rodzinę. Najbardziej tęsknię za Magmą.. Ale teraz mam Kalafiora i narzekającego Paszteta. Obudził mnie o 7.00 Pasztet.
-Ice, idziemy.
-Juuż? - zaskomlałam.
-Tak, juuż. - papugował mnie - jeszcze trzeba zjeść śniadanie.
Na słowo śniadanie wystrzeliłam jak rakieta i zaczęłam zżerać maliny.
-A.. Gdzie idziemy?
-Tajemnica. Do końca drogi zostało pół godzinki.
Szliśmy przez park, a ludzie na nas patrzeli i wskazywali palcami, więc przyśpieszyliśmy.
Doszliśmy do jakiegoś budynku. Pachniał sterylnie. Ciekawe, co to za miejsce..
Nadzieja umiera ostatnia. 6
Część 6.
Kalafior i Pasztet powiedzieli mi, że będę wolna. Nie mogli mnie okłamać.. Prawda? Szliśmy obok wielkiego pastwiska na którym pasły się dwa konie. Konie - gdy nas zobaczyły - podbiegły do nas. Wystraszyłam się.. Przecież to takie gigantyczne zwierzęta! Cofnęłam się o kilka kroków, kiedy Pasztet się roześmiał.
-A ja myślałem, że to koty są strachliwe. Ha, ha. - powiedział Pasztet.
-Daj jej spokój. - bronił mnie Kalafior - Ice jeszcze nigdy nie widziała koni.
-Dobrze.. - Nadąsał się Pasztet.
-Czy to border collie? - Zapytał jeden z koni.
-Tak, jestem rasy border collie.. - powiedziałam - I mam na imię Ice'ed'souls.
-Ładnie. A możemy do ciebie mówić po prostu Ice? - spytał koń.
-No.. Tak. - odparłam.
-Ja mam na imię Shadow, a to moja córka, Sophie. Jesteśmy rasy pełnej krwi angielskiej.
Posłałam Sophie psi uśmiech.
-Dokąd zmierzacie? - Odezwała się wreszcie Sophie.
-My jak zwykle. Żyjemy włóczęgostwem. - odparł Kalafior - A Ice spotkaliśmy przypadkiem. Idzie z nami. - dokończył i posłał oczko do konia.
-Dobrze, to idziemy dalej. - Pasztet się niecierpliwił.
-Chodź, Ice.
-Już idę, Kalafior. - pożegnałam się z koniem i pobiegłam za nimi.
Odwróciłam się jeszcze na chwilkę i szczeknęłam cicho do Shadow i Sophie. Oni cichutko parsknęli na pożegnanie.
Mijały godziny a ja byłam głodna.
-Kalafior.. - zaczęłam - Jestem głodna i łapy mnie bolą.
-Dobrze. Jeszcze kawałek, mamy tam krzaki w których się chowamy. Tam koło krzaków rosną owoce leśne.
-A daleko jeszcze?
-Może około 10 minut.
-O! Widzę, tam w oddali krzaki. Czy to tu?
_________
Dodałam reklamę bloga na bajareczkablog.blogspot.com
Bajareczka też będzie miała u nas reklamę! :3
Kalafior i Pasztet powiedzieli mi, że będę wolna. Nie mogli mnie okłamać.. Prawda? Szliśmy obok wielkiego pastwiska na którym pasły się dwa konie. Konie - gdy nas zobaczyły - podbiegły do nas. Wystraszyłam się.. Przecież to takie gigantyczne zwierzęta! Cofnęłam się o kilka kroków, kiedy Pasztet się roześmiał.
-A ja myślałem, że to koty są strachliwe. Ha, ha. - powiedział Pasztet.
-Daj jej spokój. - bronił mnie Kalafior - Ice jeszcze nigdy nie widziała koni.
-Dobrze.. - Nadąsał się Pasztet.
-Czy to border collie? - Zapytał jeden z koni.
-Tak, jestem rasy border collie.. - powiedziałam - I mam na imię Ice'ed'souls.
-Ładnie. A możemy do ciebie mówić po prostu Ice? - spytał koń.
-No.. Tak. - odparłam.
-Ja mam na imię Shadow, a to moja córka, Sophie. Jesteśmy rasy pełnej krwi angielskiej.
Posłałam Sophie psi uśmiech.
-Dokąd zmierzacie? - Odezwała się wreszcie Sophie.
-My jak zwykle. Żyjemy włóczęgostwem. - odparł Kalafior - A Ice spotkaliśmy przypadkiem. Idzie z nami. - dokończył i posłał oczko do konia.
-Dobrze, to idziemy dalej. - Pasztet się niecierpliwił.
-Chodź, Ice.
-Już idę, Kalafior. - pożegnałam się z koniem i pobiegłam za nimi.
Odwróciłam się jeszcze na chwilkę i szczeknęłam cicho do Shadow i Sophie. Oni cichutko parsknęli na pożegnanie.
Mijały godziny a ja byłam głodna.
-Kalafior.. - zaczęłam - Jestem głodna i łapy mnie bolą.
-Dobrze. Jeszcze kawałek, mamy tam krzaki w których się chowamy. Tam koło krzaków rosną owoce leśne.
-A daleko jeszcze?
-Może około 10 minut.
-O! Widzę, tam w oddali krzaki. Czy to tu?
_________
Dodałam reklamę bloga na bajareczkablog.blogspot.com
Bajareczka też będzie miała u nas reklamę! :3
Nadzieja umiera ostatnia. 5
Część 5.
Po kilku wyjaśnieniach Kalafior zrozumiał co się stało.
-Więc co ty chcesz zdziałać? - Zapytał mnie.
-Chcę być wolna, tak jak wy.
-Ale ty nie możesz.
-Dlaczego?
-Bo jesteś psem. Ice, psy mają towarzyszyć ludziom, a nie bać się ich.
-To co mam zrobić?
-Nie wiem. Pasztet! Chodź tu.
-Czego?
-Ice chce być wolna, jak my.
-Że kto?
-Ice.
-W sensie ona?
-No.. tak. Masz pomysł?
-Wyślijmy ją do schroniska. Psy są dla ludzi.
-Ekchem, przepraszam.. - powiedziałam - Koty też są dla ludzi. Sąsiadka Pani Kasi miała kota, podobnego do ciebie, Pasztet.
-Nie żartuj sobie ze mnie, - odparł oburzony Pasztet - koty są, by żyć na wolności.
-Może i tak, ale ja widziałam wiele razy kota na smyczy.
-To biedak z niego. - powiedział sarkastycznie kot.
Kiedy ja i Pasztet się kłóciliśmy, Kalafior rozmyślał, co by tu ze mną zrobić.
-Czekaj Ice. To ty nie chcesz wrócić do domu?
-Chcę. Ale dom jest ponad 1 godzinę stąd samochodem.
-To może w schronisku cię znajdą?
-Proszę cię, Kalafior, ty sobie chyba żarty stroisz. Nie chcę!
-No dobrze - powiedział a następnie dodał szeptem, tak, że ja nie słyszałam - ale jeszcze tam trafisz.
____________
Uff, było pisania xD
Podoba się?
Po kilku wyjaśnieniach Kalafior zrozumiał co się stało.
-Więc co ty chcesz zdziałać? - Zapytał mnie.
-Chcę być wolna, tak jak wy.
-Ale ty nie możesz.
-Dlaczego?
-Bo jesteś psem. Ice, psy mają towarzyszyć ludziom, a nie bać się ich.
-To co mam zrobić?
-Nie wiem. Pasztet! Chodź tu.
-Czego?
-Ice chce być wolna, jak my.
-Że kto?
-Ice.
-W sensie ona?
-No.. tak. Masz pomysł?
-Wyślijmy ją do schroniska. Psy są dla ludzi.
-Ekchem, przepraszam.. - powiedziałam - Koty też są dla ludzi. Sąsiadka Pani Kasi miała kota, podobnego do ciebie, Pasztet.
-Nie żartuj sobie ze mnie, - odparł oburzony Pasztet - koty są, by żyć na wolności.
-Może i tak, ale ja widziałam wiele razy kota na smyczy.
-To biedak z niego. - powiedział sarkastycznie kot.
Kiedy ja i Pasztet się kłóciliśmy, Kalafior rozmyślał, co by tu ze mną zrobić.
-Czekaj Ice. To ty nie chcesz wrócić do domu?
-Chcę. Ale dom jest ponad 1 godzinę stąd samochodem.
-To może w schronisku cię znajdą?
-Proszę cię, Kalafior, ty sobie chyba żarty stroisz. Nie chcę!
-No dobrze - powiedział a następnie dodał szeptem, tak, że ja nie słyszałam - ale jeszcze tam trafisz.
____________
Uff, było pisania xD
Podoba się?
Nadzieja umiera ostatnia. 4
Część 4.
Byłam już w nowym domu. Bałam się wszystkiego. Ci ludzie byli straszni, okropni! Może powinnam udawać, że jestem chora? Nie. Bo oni mnie wtedy zbiją. O, idzie ta dziewczynka, ciekawe, czego chce..
-Ice! Idziemy na spacer, do lasu! - wrzeszczała jak wariatka. - Iceeeee, wstawaj!!!
Wstałam. To był szalony pomysł. Nie miałam czipa ani nie byłam szczepiona. Mogę się przecież pochorować! Dziewczyna zacisnęła mi mocno na szyi obrożę, i zapięła smycz.
-Mamoooo! - krzyknęła - Idę z Lodówką na spacer!
-Dobrze! To idź!
Tak, ta dziewczyna nazywa mnie lodówka. Chyba niezbyt znała angielski.. Szliśmy przez pola, aż doszliśmy do lasu. Chwile ze mną pobiegała, ale się zmęczyła.
-Ice, puszczę cię ze smyczy.
I.. Mnie puściła. Szybko się ogarnęłam i zaczęłam biec ile sił w nogach. To dziecko nie ma ze mną szans! Słyszałam jeszcze długo wołanie za sobą.
-Ice! Ice! Chodź tu, piesku! - Dziewczynka chyba płakała.. Ale nie mogłam teraz odpuścić. Przebiegłam cały las, aż trafiłam gdzieś na polankę. Zauważyłam dwa koty.
-Kim wy jesteście?!
-Ja jestem pasztet a to kalafior.
-Ha, ha. Bardzo śmieszne. - skomentowałam.
-Ale my mamy tak na imię. Ja jestem kalafior. - powiedział do mnie biały kot. - A ty?
-Mam na imię Ice.
-Ładnie.
-Dziękuję.
-Jak tu trafiłaś?
Byłam już w nowym domu. Bałam się wszystkiego. Ci ludzie byli straszni, okropni! Może powinnam udawać, że jestem chora? Nie. Bo oni mnie wtedy zbiją. O, idzie ta dziewczynka, ciekawe, czego chce..
-Ice! Idziemy na spacer, do lasu! - wrzeszczała jak wariatka. - Iceeeee, wstawaj!!!
Wstałam. To był szalony pomysł. Nie miałam czipa ani nie byłam szczepiona. Mogę się przecież pochorować! Dziewczyna zacisnęła mi mocno na szyi obrożę, i zapięła smycz.
-Mamoooo! - krzyknęła - Idę z Lodówką na spacer!
-Dobrze! To idź!
Tak, ta dziewczyna nazywa mnie lodówka. Chyba niezbyt znała angielski.. Szliśmy przez pola, aż doszliśmy do lasu. Chwile ze mną pobiegała, ale się zmęczyła.
-Ice, puszczę cię ze smyczy.
I.. Mnie puściła. Szybko się ogarnęłam i zaczęłam biec ile sił w nogach. To dziecko nie ma ze mną szans! Słyszałam jeszcze długo wołanie za sobą.
-Ice! Ice! Chodź tu, piesku! - Dziewczynka chyba płakała.. Ale nie mogłam teraz odpuścić. Przebiegłam cały las, aż trafiłam gdzieś na polankę. Zauważyłam dwa koty.
-Kim wy jesteście?!
-Ja jestem pasztet a to kalafior.
-Ha, ha. Bardzo śmieszne. - skomentowałam.
-Ale my mamy tak na imię. Ja jestem kalafior. - powiedział do mnie biały kot. - A ty?
-Mam na imię Ice.
-Ładnie.
-Dziękuję.
-Jak tu trafiłaś?
Nadzieja umiera ostatnia. 3
Część 3.
-Jak Ci się podoba? - zapytali swoją córkę.
-Jest wspaniała.. - odparła dziewczyna - Możemy ją wziąć?
-Oczywiście. - powiedziała matka do dziewczyny. - Ile do zapłaty?
-1600 złotych.
-Możemy teraz już zapłacić?
-Jasne.
-Proszę. - powiedziała kobieta do pani Kasi - A, możemy zobaczyć matkę szczeniąt?
-Oczywiście, zaprowadzę państwa.
Odwróciłam się, pani Kasia odstawiła mnie na ziemię.
-Zuziu, chodź - zawołała matka do dziewczyny.
Dziewczyna poszła za mamą, a ja z ciekawością ją obwąchiwałam.
-Jaka piękna.. - szepnęła dziewczynka - Można pogłaskać?
-Summy jest dobrym psem. Możesz ją pogłaskać.
Pani Kasia poszła po schodach i wróciła z moim rodowodem, metryczką itd. Zuzia zachichotała, kiedy Black polizał ją po palcach.
-Możemy już ją zabrać? - zapytała dziewczynka. - Dzisiaj?
-Tak. - odparła kobieta.
-Musimy iść, Zuziu..
-Idę.
-Do widzenia pani Katarzyno!
-Nie zapomnijcie jej zaszczepić! - zawołała za nami pani Kasia.
Dziewczynka niosła mnie na rękach. Przytulała i głaskała. Może nie będzie aż tak źle?
-Jak Ci się podoba? - zapytali swoją córkę.
-Jest wspaniała.. - odparła dziewczyna - Możemy ją wziąć?
-Oczywiście. - powiedziała matka do dziewczyny. - Ile do zapłaty?
-1600 złotych.
-Możemy teraz już zapłacić?
-Jasne.
-Proszę. - powiedziała kobieta do pani Kasi - A, możemy zobaczyć matkę szczeniąt?
-Oczywiście, zaprowadzę państwa.
Odwróciłam się, pani Kasia odstawiła mnie na ziemię.
-Zuziu, chodź - zawołała matka do dziewczyny.
Dziewczyna poszła za mamą, a ja z ciekawością ją obwąchiwałam.
-Jaka piękna.. - szepnęła dziewczynka - Można pogłaskać?
-Summy jest dobrym psem. Możesz ją pogłaskać.
Pani Kasia poszła po schodach i wróciła z moim rodowodem, metryczką itd. Zuzia zachichotała, kiedy Black polizał ją po palcach.
-Możemy już ją zabrać? - zapytała dziewczynka. - Dzisiaj?
-Tak. - odparła kobieta.
-Musimy iść, Zuziu..
-Idę.
-Do widzenia pani Katarzyno!
-Nie zapomnijcie jej zaszczepić! - zawołała za nami pani Kasia.
Dziewczynka niosła mnie na rękach. Przytulała i głaskała. Może nie będzie aż tak źle?
Nadzieja umiera ostatnia. 2
Część 2.
-Ice.. Ciężko mi o tym mówić.
-Powiedz! - zażądałam. -Chcę wiedzieć!
-Traficie do nowych domów. - odparła niepewnie Maggie.
Kiedy wreszcie do mnie dotarło o czym moja siostra mówiła, byłam przygnębiona.
-Wszyscy? - Zapytałam drżącym głosem. -Kiedy? Dlaczego chcą nas rozdzielić?!
-Wszyscy.. To już za tydzień. Ogłoszenia wystawione, a ludzie mają zacząć przychodzić oglądać i wybierać już jutro.
Wybiegłam do ogrodu. Słyszałam jak Air warczy, bo Black zabierał jej zabawkę, a Water śpi koło szopy. Pani Kasia weszła z powrotem do domu. Dochodziła 16.00. My już zjedliśmy obiad 2 godziny temu (Już dostajemy suchą karmę, ale możemy jeszcze pić mleko). Postanowiłam urządzić sobie drzemkę. Obudziłam się przed 19.00. Zjadłam kolację i poszłam do koszyka, gdzie mama i Water już spały, a Black i Air jeszcze goniły za piłką. Położyłam się w koszyku. Może zasnę..
Rano.
Obudziłam się. Pani Kasia podeszła do mnie i wzięła mnie na ręce. Zdziwiłam się.
-Co się dzieje?! - wrzasnęłam lamentując do mamy. Ona jeszcze spała, a ojciec i Maggie byli na spacerze z panem Krzysztofem, mężem pani Kasi. - Pomóżcie mi! - wrzeszczałam jak głupia. Nie liczyłam, że ktoś mi pomoże. Ale zawsze warto próbować.
Pani Kasia nie zważała na moje skomlenie. Rodzeństwo spało. Pani Kasia przyniosła mnie do kuchni. Stali tam ludzie. Było ich trzech. Dziewczynka i jej rodzice. Uśmiechali się.
-Dzień dobry. A cóż to za piękny pies? - Zapytała kobieta w czapce.
-To Ice - powiedziała pani Kasia - właściwie to Ice'ed'souls ale w skrócie Ice. Jest chyba najinteligentniejsza ze wszystkich. - Uśmiechnęła się.
Ja byłam zmieszana. Co to za ludzie? Czy oni chcą mnie zabrać?
_______________________________
No, część druga pojawiła się wcześniej niż myślałam :P
Podoba się Wam? :)
-Ice.. Ciężko mi o tym mówić.
-Powiedz! - zażądałam. -Chcę wiedzieć!
-Traficie do nowych domów. - odparła niepewnie Maggie.
Kiedy wreszcie do mnie dotarło o czym moja siostra mówiła, byłam przygnębiona.
-Wszyscy? - Zapytałam drżącym głosem. -Kiedy? Dlaczego chcą nas rozdzielić?!
-Wszyscy.. To już za tydzień. Ogłoszenia wystawione, a ludzie mają zacząć przychodzić oglądać i wybierać już jutro.
Wybiegłam do ogrodu. Słyszałam jak Air warczy, bo Black zabierał jej zabawkę, a Water śpi koło szopy. Pani Kasia weszła z powrotem do domu. Dochodziła 16.00. My już zjedliśmy obiad 2 godziny temu (Już dostajemy suchą karmę, ale możemy jeszcze pić mleko). Postanowiłam urządzić sobie drzemkę. Obudziłam się przed 19.00. Zjadłam kolację i poszłam do koszyka, gdzie mama i Water już spały, a Black i Air jeszcze goniły za piłką. Położyłam się w koszyku. Może zasnę..
Rano.
Obudziłam się. Pani Kasia podeszła do mnie i wzięła mnie na ręce. Zdziwiłam się.
-Co się dzieje?! - wrzasnęłam lamentując do mamy. Ona jeszcze spała, a ojciec i Maggie byli na spacerze z panem Krzysztofem, mężem pani Kasi. - Pomóżcie mi! - wrzeszczałam jak głupia. Nie liczyłam, że ktoś mi pomoże. Ale zawsze warto próbować.
Pani Kasia nie zważała na moje skomlenie. Rodzeństwo spało. Pani Kasia przyniosła mnie do kuchni. Stali tam ludzie. Było ich trzech. Dziewczynka i jej rodzice. Uśmiechali się.
-Dzień dobry. A cóż to za piękny pies? - Zapytała kobieta w czapce.
-To Ice - powiedziała pani Kasia - właściwie to Ice'ed'souls ale w skrócie Ice. Jest chyba najinteligentniejsza ze wszystkich. - Uśmiechnęła się.
Ja byłam zmieszana. Co to za ludzie? Czy oni chcą mnie zabrać?
_______________________________
No, część druga pojawiła się wcześniej niż myślałam :P
Podoba się Wam? :)
Nadzieja umiera ostatnia. 1
Część 1.
Otworzyłam oczy i ziewnęłam. Zdziwiłam się. Leżałam na grzbiecie mojej mamy! Byłam głodna, a moje rodzeństwo i mama jeszcze spali. Tata nie, i właśnie rozmawiał z Maggie. Nie miałam zamiaru leżeć w koszyku więc wyszłam z niego. Zapomniałam, że podłoga jest wyłożona kafelkami i się poślizgnęłam. Mój tata i Magma wybuchnęli śmiechem.
-Co ty wyprawiasz? - powiedziała Magma - Zapewne jesteś głodna, jak zawsze.
-Co? Ja? - Najwyraźniej się jeszcze nie obudziłam - Aaa, rozumiem. Jestem głodna, a mama się zezłości jak ją obudzę.
-Nie martw się. - znów roześmiała się
-Ale ja chcę jeść!
-Tata obudzi mamę. - odparła - Ja już o to zadbam!
Chwilę później mama się obudziła, gdyż tata jakoś ją obudził. Po śniadaniu mogliśmy już się swobodnie bawić. Pani Kasia postanowiła więc wypuścić nas na dwór. Magma pobiegła za nami. Black chciał rozkopywać rabatki i Maggie musiała go powstrzymywać. Chwilę później do ogrodu weszła pani Kasia.
-Jeszcze tylko tydzień! - Maggie się zmartwiła. Co się działo? - Za tydzień będziecie mieli nowych właścicieli!
Magmie się to nie podobało. Więc co jest? Postanowiłam zapytać mojej starszej siostry.
-Maggie, mam sprawę.
-Co się dzieje?
-O czym mówiła pani Kasia?
__________________
I jak się Wam podoba pierwsza część?
Komentarze = Motywacja!
Następna część powinna pojawić się jutro lub pojutrze ;)
Otworzyłam oczy i ziewnęłam. Zdziwiłam się. Leżałam na grzbiecie mojej mamy! Byłam głodna, a moje rodzeństwo i mama jeszcze spali. Tata nie, i właśnie rozmawiał z Maggie. Nie miałam zamiaru leżeć w koszyku więc wyszłam z niego. Zapomniałam, że podłoga jest wyłożona kafelkami i się poślizgnęłam. Mój tata i Magma wybuchnęli śmiechem.
-Co ty wyprawiasz? - powiedziała Magma - Zapewne jesteś głodna, jak zawsze.
-Co? Ja? - Najwyraźniej się jeszcze nie obudziłam - Aaa, rozumiem. Jestem głodna, a mama się zezłości jak ją obudzę.
-Nie martw się. - znów roześmiała się
-Ale ja chcę jeść!
-Tata obudzi mamę. - odparła - Ja już o to zadbam!
Chwilę później mama się obudziła, gdyż tata jakoś ją obudził. Po śniadaniu mogliśmy już się swobodnie bawić. Pani Kasia postanowiła więc wypuścić nas na dwór. Magma pobiegła za nami. Black chciał rozkopywać rabatki i Maggie musiała go powstrzymywać. Chwilę później do ogrodu weszła pani Kasia.
-Jeszcze tylko tydzień! - Maggie się zmartwiła. Co się działo? - Za tydzień będziecie mieli nowych właścicieli!
Magmie się to nie podobało. Więc co jest? Postanowiłam zapytać mojej starszej siostry.
-Maggie, mam sprawę.
-Co się dzieje?
-O czym mówiła pani Kasia?
__________________
I jak się Wam podoba pierwsza część?
Komentarze = Motywacja!
Następna część powinna pojawić się jutro lub pojutrze ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)