Część 8.
Szliśmy wokół wysokiego, pomalowanego na biało muru. Biały kocur szedł na równi ze mną, a Pasztet prowadził. Kalafior wyglądał na zmartwionego.
-Co się stało? - zapytałam kocura.
-Nic.. - powiedział nadal przygnębiony kot - A co się miało stać?
-Wyglądasz na przygnębionego. - popatrzyłam z troską na kota.
-On taki jest! - usłyszałam wołanie Paszteta gdzieś z przodu - Ja się już przyzwyczaiłam.
Ale ja wiedziałam, że Kalafior jest inny. Przecież jak się spotkaliśmy, to sprawiał wrażenie szczęśliwego. Doszliśmy do jakiejś furtki. Była wysoka, pomalowana na czarno z wystającymi szpicami. Obok furtki znajdował się mały pomalowany na biało budynek w którym siedzieli ludzie.
-Ice. Poczekasz tu chwilę? Musimy iść coś załatwić. - Powiedział Kalafior. - Zaraz przyjdziemy.
-Dobrze. - to miejsce wzbudzało we mnie niepokój - Tylko się pośpieszcie!
Koty pobiegły. Wydawało się, jakby uciekały.. Ale ja im wierzyłam. Zza furtki słyszałam przeraźliwie głośne szczekanie. Psy wydawały się mówić "Zabierzcie mnie stąd! Ja nie chcę tu być!". Nie chciałam tu być, ale koty już zniknęły gdzieś za żywopłotem. Nie chciałam się zgubić. Wtem z małego budynku wyszła jasnowłosa dziewczyna o niebieskich oczach z przyjaznym uśmiechem. Zanim zdążyłam się zorientować, co się stało dziewczyna niosła mnie już na rękach. Skomliłam, szczekałam i wyrywałam się. Wtem przed bramą pojawiły się koty.
-Przepraszam Ice. Musieliśmy tak postąpić. - powiedział Kalafior, a ja zrozumiałam. Koty mnie tu zostawiły specjalnie...
Kobieta zaniosła mnie do tego malutkiego budynku w którym przy starym biurku siedziała inna kobieta. Była szatynką. Miała brązowe oczy. Zaczęłam się zastanawiać co teraz ze mną będzie. Ale z zadumy wyrwał mnie głos jasnowłosej kobiety.
-Weronika! Mamy nowego psa.
-Skąd ty ją wytrzasnęłaś? - spytała zdziwiona szatynka. - O! Ma obrożę! Sprawdź.
-Hm.. - zamyśliła się kobieta ściągając z mojej szyi obrożę - Ma na imię Ice'ed'souls. Nie ma nic o właścicielu. - zadrżałam kiedy kobieta powiedziała "właściciel". Nie chcę wracać do Zuzi i jej rodziców!
-To będzie musiała zostać u nas. - spojrzała na mnie ciepło - dużo przeżyłaś, co mała? Jest cała podrapana. Mogła spać pod krzakami.. Zanieśmy ją do Doroty. - spojrzałam na nią zmieszana - To weterynarz. Nie martw się. Ktoś cię wkrótce zaadoptuje.
____________
Zgodnie z propozycjami MissDaisyBlack. Myślę, że ta część choć trochę jest lepsza ;)
Następna część jeszcze dzisiaj.
O wiele lepiej! Teraz przynajmniej wiemy coś o wyglądzie bochaterów! ;3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Świetne opowiadanko! Teraz to zdecydowanie lepiej :) Pisz, pisz, bo jestem ciekawa dalszych losów Ice ^^.
OdpowiedzUsuńMissDaisyBlack
http://ze-szpicami-pod-jednym-dachem.blogspot.com/